"I be savin' my love for you"
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
1. "The begining"
Kraków, 28 lipca 2015
Cześć. Mam na imię Sophie. Hmmm... Nie zbyt wiem jak to się robi, nigdy nie miałam pamiętnika, ale skoro Mary mi kupiła, to jakiś użytek z niego zrobić muszę. Szczególnie, że szatynka postarała się o zeszyt lepszej jakości.
To ten... Jak już mówiłam- mam na imię Sophie. Tu, w Polsce, wszyscy wołają na mnie Zosia, a mówiąc wszyscy, ograniczam się do osób jak: mama, babcia, dziadek, kuzynki, kuzyni, wujek i siostry. Przyjaciół nie mam, jestem raczej introwertyczką. Cóż.. Rodzinną introwertyczką. To znaczy z tą rodzinnością to trochę przesadziłam. Miałam raczej na myśli tak "pół-rodzinna". A to dlatego, ponieważ, jak już wyżej można zauważyć, w moim rodzinnym gronie nie występuje słowo "tata". Nie chcę tutaj wciskać kitu, że ojca nie mam. Mam i kocham go. Z resztą co roku, razem z siostrami, spędzam z nim wakacje w Anglii. (Tak, jestem pół-Angielką.) Chodzi o to, że związek taty i mamy, to było takie nieślubne, dwuletnie szaleństwo. A w trakcie tego super szaleństwa, rodzice zdążyli przeżyć wpadkę i tak urodziła się moja starsza siostra- Alexa. Mądrzy ludzi poprzestaliby na tym, ale moi staruszkowie nie rezygnowali z figli i w ten sposób pojawiłam się ja. Ale to nie była dla nich jedyna niespodzianka. Okazało się, że mama nosiła bliźnięta, także pięć minut po mnie na świat przyszła Mary. Zaraz po naszych narodzinach, rodzice się rozstali, prawnie przydzielili nas pod opiekę mamie, stąd polskie nazwiska, ale żeby było miło, rodzicielka pozwoliła tacie nas nazwać.
Rodzice nie są ze sobą skłóceni, żyją w przyjaźni.. a przynajmniej tak nam wmawiają. A my rok w rok jeździmy do Londynu żeby siedzieć w domu przez całe wakacje. Nie mówię, że tego nie lubię. Przyzwyczaiłam się. Choć jak byłyśmy małe, tato zabierał nas do wesołego miasteczka. Ale dzieckiem nie można być wiecznie, chyba, że się jest Piotrusiem Panem.
Za to w tym roku wakacje wyjątkowo spędzamy w Polsce, ponieważ Alexa postanowiła wyjść za mąż. A co się za tym ciągnie, całe miechy zabierało nam, żeby ten cholerny ślub przygotować. Kiedy marzyłam o swoim weselu, zawsze wyobrażałam sobie piękną suknię i smaczny tort, jednak jak musiałam pomagać siostrze, to odechciało mi się zostać panną młodą. Na razie mi wystarczy, że robię za druhnę. No, jedną z. Drugą jest moja siostra- Mary.
Ale z drugiej strony, to taki ślub to świetna sprawa. Wiesz, że masz kogoś, kto będzie przy tobie zawsze i na zawsze. Małżeństwo to nie jest jakiś bzdet. Takie gówno, nic wielkiego. Mówiąc "tak" na coś się godzimy. To nie jest coś na odległość.
Odległość...
Nie myśl o tym Sophie. Zapomnij. Teraz. Musisz być silna. Za trzy dni ślub, tyle spraw do ogarnięcia, nie możesz się rozklejać. Popłaczesz sobie później sama. Jak Alexa wyjedzie w podróż poślubną, będziesz mogła płakać. Będziesz mogła przeżywać. Ale nie teraz. Nie myśl! Zapomnij... Zapomnij.
Rozmawiałam dziś o tym z mamą.
-Zosiu, możesz zejść na dół?!- zawołała mnie mama z góry.
Siedziałam akurat przy swoim laptopie, oglądając zdjęcie. Nie byle jakie zdjęcia.
-Już, schodzę!- odkrzyknęłam, zamknęłam laptop, by nie patrzeć już w te brązowe oczy i wytarłszy zdradziecką łzę, zbiegłam na dół.- Tak?- spytałam Krystynę Nowak, kucharkę jednej z najlepszych knajp w Krakowie, mistrzynię w rozgrywkach siatkówki rodziny Nowaków, sumienną ogrodniczkę swoich domowych roślinek i mamę na cały etat, siedzącą właśnie przy barku kuchennym, rozsmarowującą jakąś białą maź, po upieczonych ziemniakach. Mama była znana ze swoich eksperymentów, które dziwnym zrządzeniem losu, zawsze wychodziły wyśmienite.
-Nie wysilaj się na ten entuzjastyczny ton- powiedziała blondynka znad ziemniaków. Skąd ona..?- Znam cię słońce najlepiej na świecie. W końcu wychodziłaś z moich dziur w ciele, co swoją drogą bolało, że ja pierdolę- cięty język odziedziczyłam zdecydowanie po mojej rodzicielce. Niech was nie mylą pozory. Tak naprawdę my wszystkie jesteśmy zachowaniem godne dam. Problem mamy tylko z wysławianiem się.- Słyszałam cię w nocy.
-Aż z góry?- zmarszczyłam brwi. Dobra, okej, płakałam, ale wydawało mi się, że nie na tyle głośno, aby cały Kraków słyszał.
Mama wstała z krzesła i podeszła do mnie, a następnie odgarnęła kosmyk moich włosów za ucho.
-Jesteś piękna Sophie- powiedziała, patrząc mi głęboko w oczy.- Piękna- powtórzyła.- I nie zasługujesz na to, by płakać przez jakiegoś faceta przez pół nocy.
Odwróciłam wzrok. Nie. Nie chciałam o tym gadać, a ona to wiedziała. Ale mimo to nie zaprzestała monologu.
-Ten tydzień jest naprawdę ważny dla twojej starszej siostry. Szczególnie jeden dzień. Ale cały tydzień jest przejebany tymi wszystkimi sprawami, które zostały na ostatki. Zosiu, jesteś druhną. I siostrą panny młodej, która sra teraz w gacie, bo za chwilę czeka ją stresujący, ale szczęśliwy dzień. Ola potrzebuje kogoś, kto ją wesprze.
-A Marysia?- spytałam.
-Marysia też powinna ją wspierać. Wasza siostra potrzebuje was obu... Ja wiem, rozumiem, że to dla ciebie trudny okres. Że twoja pierwsza.. przepraszam, druga młodzieńcza miłość jest tysiące kilometrów stąd. I wiem, że to trudne jak cholera, żeby się pozbierać i starać się udawać, że wszystko gra, kiedy nic nie jest w porządku. Wiem. Ale obiecaj mi coś. Obiecaj, że w dzień ślubu zapomnisz o swoich smutkach i postarasz się bawić jak nigdy dotąd.
-Zapomnieć?- spytałam, mrużąc oczy. Gdyby to było takie proste, już dawno bym zapomniała...
-Zapomnieć- zgodziła się mama.- Chociaż na jeden wieczór, dobrze?
Przytaknęłam. Nie zaszkodzi spróbować...
A wiesz co, mój drogi pamiętniczku? Wyszło mi naprawdę świetnie! W zasadzie to moje smutki odleciały w niepamięć zaraz po tym, jak Maryśka zaciągnęła mnie na przymiarkę sukni na ślub. Wyglądałyśmy uroczo, choć ja twierdzę, że na niej materiał leżał dużo lepiej. Szczupła, zgrabna, piękna... Nie mówię, że ja nie mam tych cech. Jestem obiektywna i znam swoje atuty, ale zawsze zazdrościłam Mary tego... tego jaka jest!
Szatynka o pięknych zielonawo, brązowawo- jakiś tam oczach, niskiego wzrostu, za którą każdy się oglądał, była miłą, przyjazną osobą. Optymistką. Wierzyła w szczęście bez żadnego powodu. Tak po prostu! Wierzyła, że pomimo tych okropnych ludzi i brudu, biedy oraz niesprawiedliwości, na świecie jest ogrom miłości. Wierzyła, że nad wszystkimi czuwa jeden jedyny Bóg i amen. Że każdego z nas po coś stworzył i każdemu przypisał niezwykłą historię. Że wszyscy na świecie mają jakąś ważną rolę do spełnienia. Nawet kamyk. Nawet zużyty pampers lub zardzewiała śrubka.
Nie było takiej drugiej na świecie. Zawsze chciałam być jak Mary, umieć się pogodzić z tym co złe i patrzeć na drugą, tę dobrą, stronę medalu. Ale jak się rodziłyśmy, najwyraźniej siostra zabrała mi moją część tej cechy.
Nikogo nigdy nie mogłabym nazwać przyjaciółką poza Mary. No, oprócz Alexy- mojej drugiej siostry.
Alexa to było zdecydowane przeciwieństwo Marysi. Realistka z jasnymi planami na życie, uważająca, że czas, który moja bliźniaczka poświęca na marzenia, to czas zmarnowany. Nienawidziła, nienawidzi i najprawdopodobniej będzie nienawidzić zwierząt, które szatynka dzieląca ze mną pokój uwielbia. Ale za to jest miła o pomocna. Nie przepada jednak za uganianiem się z grupą osób, zupełnie jak ja. To introwertyczka. Niezwykle zabawna. Uważam, że mogłaby zostać komikiem lub czymś takim. Alexa jet pełna kontrastów.
Z wyglądu przypomina mamę. Naturalnie ma blond włosy, które co chwilę farbuje na ciemniejszy bądź jaśniejszy kolor, jasne, tajemnicze oczy i masywniejszą budowę ciała. Mierzy ponad 1,75 m i to upodabnia ją do taty.
Jestem jeszcze ja. Osiemnastolatka z marzeniami, ale realistka. Idealna waga moich obu sióstr. Nie różnię się od nich. Jestem introwertyczką jak Alexa, która uwielbia zwierzęta jak Mary, wierzę w Boga, ale jakoś niespecjalnie to praktykuję, co mam po starszej sis. Lubię marzyć, ale czasem jestem na siebie wściekła, że to robię... Wierzę w prawdziwą miłość, bo parę razy już ją widziałam. Przede wszystkim w Olce i Maćku- jej narzeczonym. W babci i dziadu, który są uroczymi staruszkami, wciąż się kochającymi tak samo jak trzydzieści pięć lat wcześniej. A ja... mnie to chyba też dopadło.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A oto pierwszy rossdział! Matulu najdroższa, ile ja go pisałam! Mam nadzieję, że docenicie moją pracę i dacie jakieś komentarze lub coś ;) To zawsze motywuje.
wtorek, 7 kwietnia 2015
Prolog
Dziewczyna zakładała właśnie szelki, które kupiła specjalnie na tą okazję, gdy usłyszała dzwonek swojego telefonu. Chwyciła komórkę i spojrzała na wyświetlać. Natychmiast nacisnęła zieloną słuchawkę, widząc tę blond czuprynę.
-Halo?- spytała.
-Hej. Słuchaj, jest sprawa. Bo się tak troszkę jakby zgubiłem- powiedział jej ktoś po angielsku.
-Ale jak to w ogóle możliwe?- zadała pytanie w tym samym języku.- Mieszkamy w tym samym hotelu. Tylko piętra mamy różne.
-Obecnie nie znajduję się w hotelu i nie mam bladego pojęcia jak do niego wrócić- przyznał się głos w telefonie.
-To spytaj kogoś- zaproponowała nastolatka.
-Może cię to zdziwi, ale już próbowałem i okazało się, że nikt nie potrafi zamienić nawet słowa po angielsku.
-Rzeczywiście trochę zadziwiające w XXI wieku- przyznała.- To nie wiem, może...
-A nie, dobra, już chyba znalazłem drogę, ale jeśli po ciebie nie przyjdę tak do pół godziny, to możesz wyjść i sprawdzić czy nikt mnie nie zadźgał- zaproponował głos.
-Jasne- zachichotała dziewczyna.- Trochę szkoda by było. Zmarnowałam już godzinę z życia, żeby się przygotować na tę randkę.
-Zmarnowałaś?- spytał smutno rozmówca nastolatki.
-Tak i idę go dalej marnować. Do zobaczenia- dziewczyna rozłączyła się i uśmiechnęła sama do siebie, nie mogąc uspokoić motylków w brzuchu.
~*~
-Spokojnie!- pisnęła dziewczyna przez śmiech.
-Więcej się tak nie wychylaj!- zarządził blondyn, trzymając ja mocno za rękę.
-Masz lęk wysokości?- nastolatka zmarszczyła brwi.- Spokojnie, powiedzieli, że za jakąś godzinę znowu ruszymy. Wiesz, diabelskie młyny nie zatrzymują się codziennie, a my mamy okazję żeby się lepiej poznać. Do tego spójrz na krajobraz dookoła nas. Z tego co wiem, jesteś romantykiem, a tutaj mamy idealnie romantyczną atmosferę.
~*~
-Zgaduję, że tu się rozstajemy- powiedział blondyn, stojąc wraz z nastolatką przy drzwiach hotelowych do jej apartamentu.
-Na to wygląda- zgodziła się dziewczyna.- To... To pa- powiedziała, po czym wspięła się na palce i delikatnie pocałowała chłopaka w policzek. Następnie odwróciła się w stronę wejścia, by nacisnąć klamkę.
-Wiesz...- zaczął blondyn i brązowooka przerwała czynność.- Zwykle tego nie robię na pierwszej randce, ale mam straszną ochotę cię.. pocałować...
-Aaa- zatkało dziewczynę.- W takim razie co zamierzasz z tym fantem zrobić?- spytała rozbawiona, odzyskawszy mowę.
-To- odpowiedział i przybliżył się do niej by złączyć ich usta w pocałunku. Minęło pięć, dziesięć, piętnaście sekund, a para wciąż nie przestawała. Jednak coś pokrzyżować im plany musiało.
-Sophie, słyszałam, że wróciłaś i..- siostra dziewczyny wyszła z ich wspólnego apartamentu, co sprawiło, że dwójka całujących się osób, odskoczyła od siebie w trybie natychmiastowym.- Amm... To może ja was zostawię.
-Nie!- zaprotestowała brązowooka.- To znaczy, ja właśnie wchodziłam- dodała, po czym zniknęła w swoim hotelowym mieszkanku.
~*~
-Nie chcę się z tobą żegnać- wyznała dziewczyna.
-Ja z tobą też- zgodził się chłopak, wycierając łzę z polika swojej towarzyszki.- Nie chcę żeby to był koniec
-Ale czy to by miało sens? Ty tam, ja tu... I tak by się nie udało...
-Wiesz... Zawsze można użyć Skype'a- uśmiechnął się smutno blondyn.
-Jasne. Przewiduję wspaniałą zabawę- zakpiła nastolatka.
-Ja nie żartuję- chłopak spojrzał jej głęboko w oczy.
~*~
-Hej- uśmiechnęła się dziewczyna.
-Siemka. Fajnie znów cię widzieć.
-Szkoda tylko, że przez kamerkę...
~*~
-Moja siostra bierze ślub, a ja chciałam spytać czy chciałbyś być moim partnerem?- szatynka wpatrywała się w kamerkę, czekając na odpowiedź blondyna.
-Kiedy?- spytał.
-Za jakieś cztery miesiące- odparła brązowooka.
-Nic nie obiecuję, wiesz... nie wiadomo co może się tu u mnie zdarzyć w ciągu czterech miesięcy, ale postaram złożyć rezerwację- powiedział, a na twarzy dziewczyny pojawiał się coraz większy uśmiech.
~*~
-Przyjadę- powiedział.
-Na.. Naprawdę?!- pisnęła dziewczyna.
-Yep.
~*~
-Sophie..- zaczął niepewnym głosem blondyn.
-Czekaj, słuchaj!- przerwała mu dziewczyna.- Pokażę ci sukienkę na ślub. Mówię ci, ile było z nią zachodu!
-Sophie..
-Chciałam różową, bo to mój ulubiony kolor, ale Alexa uparła się, że ma nie być kicz. No to ja jej mówię, że to nie kicz i do tego taki delikatny róż pasowałby do druhny, na co ona...
-Sophie, nie przyjadę- wydusił blondyn.
Otworzyłam oczy i zerwałam się z łóżka. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę piątą rano. Super. Wspomnienia mnie jeszcze w snach teraz będą nawiedzać?
~~~
Cześć! Jestem tu nowa i nie wiem jak mi poszło, dlatego właśnie w komentarzach możecie wylać swoje myśli i podpowiedzieć jakby coś było nie tak. Mam nadzieję, że będziecie tu wpadać z każdym nowym postem i... No, jak widzicie moja historia jest nietypowa... Już tak jakby wkraczam w jakąś więź, która już się rozpoczęła, ale mam nadzieje, że wam się spodoba. Zapraszam :]
Subskrybuj:
Posty (Atom)